Start english version

JAK TO SIĘ ZACZĘŁO...

Właśnie obchodziłam 30 urodziny i nie byłoby w tym nic dziwnego - każdemu może się przytrafić - z tym, że właśnie siedziałam na pokładzie wielkiego jumbo-jeta, razem z moim siedmioletnim synem, a samolot ni mniej ni więcej skierowany był dziobem w stronę Afryki Południowej i tam też niezmiennie podążał...

Wojtek - moje jedyne dziecię - spał sobie smacznie oparty głowa o moje ramie, a ja w myślach analizowałam moje obecne położenie...

Leciałam do Afryki - temu nie mogłam zaprzeczyć, gdzieś w przestworzach unosił się drugi samolot, którym w tym samym czasie wracał do Afryki mój... przyszły maż...

Rozstaliśmy się na warszawskim lotnisku, Zbyszek leciał przez Amsterdam, ja przez Frankfurt - a to, dlatego, że nie mogliśmy dostać biletów na ten sam lot i spotkać mieliśmy się ponownie na lotnisku w jakże egzotycznym dla mnie wówczas - Johannseburgu. Nasze dwa różne samoloty dzieliła tylko 20 minutowa różnica czasu lądowania..

Zostawiałam mój świat, zmieniałam wszystko w moim życiu i żeby tak zacząć w kolejności od największej do najmniejszej w rozumieniu gabarytów, a nie odczuć - wymieniałam kontynent, kraj, dom, męża, rodzinę, język i przyjaciół...



WIELKIE ZMIANY rozpoczęły się w moim życiu pół roku wcześniej, ale wymiana biodra na sztuczne w porównaniu ze zmianą kontynentu i... męża malowała się dzisiaj jak mała igraszka.

Wyciągnęłam głowę w kierunku okna, samolot niczym nie dawał do zrozumienia, że mknie w przestworzach z jakaś upiorną szybkością tym samym oddalając mnie nieuchronnie od starego kontynentu, kraju, domu, męża, rodziny, języka i przyjaciół.. Za okrągłą szybką widziałam tylko niekończący się dywan leniwie falujących, podświetlonych obłoków, widomy znak, że gdzieś obudziło się już słońce...

Wojtek poruszył się, obrócił na drugą stronę, o mało nie zsunął z fotela i ponownie pogrążył w spokojnym śnie. Powoli na pokładzie rozpoczynał się ruch, zbliżała się pora śniadania, jak duch, czym nieźle mnie wystraszyła pojawiła się za moimi plecami stewardessa; wprawnym okiem upewniła się, co do numeru miejsca, rzuciła okiem na chrapiącego w najlepsze Wojtka i wyciągając w moim kierunku białą kopertę ni to zapytała ni to stwierdziła:

- Pani Nowakowski ?

Kompletnie zaskoczona wykrztusiłam dziękuję, a stewardessa tak jak się pojawiła tak samo niepostrzeżenie zniknęła.

Otworzyłam białą kopertę, a tam na szarawej kartce faxu uśmiechał się do mnie odręcznie narysowany kwiatuszek, a pod spodem, dobrze znanym mi charakterem pisma, zakochana ręka dopisała:

"Kochana Moniczko, na Twoje urodziny daję Ci siebie całego na zawsze. Do zobaczenia w Johannesburgu. Całuję Cię mocno. Zbyszek"

No tak, na moje 30 urodziny dostałam nowego męża i Afrykę na dodatek...
Za oknem samolotu zamajaczyły wieżowce Johannesburga i błękitne oczka setek basenów, rozpoczynała się moja afrykańska przygoda...

Kto chce słonie??
Jak to się zaczeło...
Pierwszy słoń
Lampart w Pilanesberu
Stopień numer pięć
Albertina
Odwiedziny
Eco Swadini
Siedmiu wspaniałych
Co warto wiedzieć?
Wicherek i chmurka
Przewodnik po malarii
















Lwy bardzo lubia drogi
Copyright Wide Africa Tours 1996 - 2010